Pokemon Journeys
|
PRZYGODA PETERA
Na początek
Ta historia opowiada o dziesięcioletnim chłopcu z Pallet Town który od szóstego roku życia mażył o zostaniu trenerem Pokemon, walczyć, zdobywać odznaki... złapać je wszystkie!
ROZDZIAŁ PIERWSZY
Początek przygody
- Wreszcie! Chyba mam wszystko: plecak, kurtka, czapka i oczywiście dziesięć lat! -
Pete nagle ujżał postać wysokiego starszego mężczyzny, miał troche siwe włosy i lekki zarost.
- Profesorze Oak! To ja Peter!
Mężczyzna, stojący na trasie 1, nawet nie drgnął, stał w pozycji jakby gotowy do ataku.
- PIDGEY! ATAK SKRZYDŁAMI! -
Krzyknął Oak i skierował palec na coś czego Peter wcześniej nie widział.
Był to Pikachu, mały żółty Pokemon, typu elektro.
- PIDZIIIIII!!! -
Pokemon typu normalnego i lot - Pidgey wzniósł sie w górę i machając skrzydłami zaczął uderzać Pikachu po głowie. Elektryczna mysz zemdlała i padła na trawę. Profesor sięgnął po czerwono białą kulkę, zcisnął ją mocniej, nagle Pokeball zrobił się trochę większy.
- LEĆ POKEBALL!!! -
Oak rzucił kulą w stronę omdlałego stworka. Użądzenie trafiło Pikachu, który odrazu zaczął się zmniejszać, aż zmieścił się w Pokeballu.
- Świetnie! Pidgey leć do laboratorium, Tom da ci środek energetyczny. -
- PIIDZIII!!! -
Pete podszedł bliżej.
- To... to było świetne! -
- Naprawde? Dzięki, lecz żeby móc łapać Pokemony trzeba je jakoś osłabić, do tego przydają się inne stworki. -
- Rozumiem. -
- Chyba właśnie po to przyszedłeś? Chodzmy. -
Chłopiec i Profesor razem poszli do "Laboratorium badawczego Pokemon", weszli przez zasówane drzwi gdzie stał Tom, dawający Pidgeyowi Potion.
- Witaj Dziadku. -
Obok dużego stołu stał chłopiec najwyraźniej rówieśnik Petera lecz był troche wyższy, miał brązowe włosy, fioletową bluzę, niebieskie dresy i skórzane buty, na szyji nosił okrągły żołto zielony medalik.
- Oh, Peter czyżbyś chciał Pokemona? -
- Gary... cze... cześć. -
Gary Oak, wnuk Prof. Oaka, dziesięcioletni dawny najlepszy przyjaciel Petera, byli nierozłączni, aż obaj zafascynowali się światem Pokemona. W szóste urodziny Pete'a założyli się kto zostanie pierwszy mistrzem Pokemon.
- Dobrze. Gary, Peter chodzcie. -
Oak zaprowadził ich do małego żelaznego stolika na którym leżały trzy kule były identyczne jak te które w czasie walki trzymał Profesor. Poza jednym szczegółem jedna była koloru zielonego następna pomarańczowego a trzecia niebieskiego lecz wszystkie miały białe spody.
- Oto Pokeballe. W nich siedzą Pokemony. -
- Ale Profesorze, widziałem jak Pan łapał Pikachu i... i ta kula której pan używał do schwytania Pikachu była nieco inna... czerwona... czerwono biała. -
- Tak Pokeballe mogą być różne, normalnie są to POKEball, GREATEball, ULTRAball... -
Oak wyjął z kieszeni dwie kulki i wręczył je Pete'owi.
- Ta z literką "G" to Greateball, zaś ta dróga to Ultraball. -
- Super! -
- Pamiętajcie Ultraball lepiej chwyta Pokemony niż Greateball, a... -
Pete nagle przerwał Profesorowi.
- ...a Greateball jest lepszy niż Pokeball! -
- Tak! widze że już rozumiesz. -
- A te kulki na stole tooo... -
Spytał Gary.
- POKEBALLE! -
- Jakto? -
Wtrącił Peter.
- Przecież one są dziwne, jedna jest niebieska, a dróga zielona... i te wygrawerowane znaki.
Liść i... i to chyba płomyk?! -
- Pokeballa nie jest tródno pomalować. -
- Rozumiem -
Powiedział Pete.
- To co Dziadku mogę wziąć mojego Pokemona ? -
- Jasne Gary... ale Peter pierwszy. -
- Co... ale... no dobra, co tam. -
Peter podszedł do stolika.
- Stuknij palcem w każdą z kulek Pete! -
Wrzasnął Oak przekrzykując hałasy dochodzące z lewej części laboratorium, ponieważ Lucas (pomocnik Profesora) testował nową maszynę do badania szczątek Pokemonów - Foosil'ów.
Peter postąpił zgodnie z poleceniem Oaka i puknął ręką każdego z trzech pokeballi.
Balle podskoczyły, otworzyły się, białe światło wypełniło pomieszczenie.
Mały, niebieski z muszlą na grzbiecie. Był to opis jednego z trzech wspaniałych stworków które pojawiły się po opadnięciu dymu, Peter nie mógł nic powiedzieć, był bardzo zachwycony.
- Charmander, Squirtle, Bulbasaur! -
Powiedział Profesor Oak kładąc kulę z niedawno złapanym Pikachu pod stół.
Wtedy Peter zauważył, pod stołem, pudło pełne dziwnych czerwonych urządzeń, podobnych do pilotów. Nie mógł jednak teraz myśleć co to, cały czas przyglądał się pulsującej bulwie na grzbiecie Bulbasaura i innym Pokemonom.
Prof. Oak wychylił głowę ponad stół i spojżał na Garego który zerknął na Squirtla i uśmiechnął się, lecz gdy zauważył że dziadek mu się przygląda schował uśmiech udając że drapie się po nosie.
Oak wiedział że Gary jest miłym chłopcem i dobrze zajmie się swymi Pokemonami, tylko czemu wnuczek tak bał się to okazać innym?
- Ok, zastanowiliście się? wybierajcie, teraz. -
Powiedział Oak wstając i wytrzepując brązowe spodnie.
- Peter. -
- Tak Profesorze? -
- Którego Pokemona wybierasz? -
- Tak... dobrze... ok... Wybieram... Charmandera! -
Krzyknął Peter i z podniecenia aż podskoczył.
Charmander podszedł do Pete'a i złapał go za nogawkę.
- Charmander... Mój Pokemon -
- Teraz Pete zchowaj Charmandera w Pokeballa. -
Pete wziął Pokeballa którego dał mu Oak, ten był już zwykły ( czerwono-biały ), i żucił nim w Charmandera który zaraz zmniejszył się do rozmiarów kuli i białe światło go porwało.
- Doskonale Peter, widzę że słuchałeś na poprzedniej lekcji. -
Peter się zarumienił, żeczywiście dwa dni temu na lekcji u Profesora Oaka dokładnie słuchał lekcji o Ballach, teraz wiedział gdzie wcisnąć żeby Ball się powiększył, jak celować by czerwonym laserkiem zawrócić stworka.
- Gary, a ty? -
- Tak. Ja biorę Squirtle. Squirtle to pokemon wodny, a ty masz Charmandera - typ ogień, a z tego co pamiętam woda gasi ogień. Hahaha! -
- Cisza! -
Krzyknął Prof. Oak, wiedział że Gary tylko wymyślił taki pretekst, nie chciał po prostu pokazać Peterowi że ma uczucia i naprawde polubił Squirtle.
- Gary, a teraz... -
- Wiem -
Przerwał Gary.
- Już go chowam w Pokeballu. -
- Dobrze teraz możecie iść, ale wróćcie jutro... hmm około o czternastej, mam coś dla was, ale wpierw ja i Prof. Hazuchi musimy to zatwierdzić. -
Zaśmiał się i spojżał na pudło pod stołem. Peter wiedział że jutrzejsza niespodzianka ma mieć coś wspólnego z tymi czerwonymi urządzeniami.
- Dobrze ja i Charmander idziemy, do zobaczenia jutro Profesorze, Gary. -
- Czekaj... -
Przerwał Peterowi Gary.
- ... to chyba było na 13 lekcji. -
- Co było? -
Spytał się Pete.
- ...WALKA POKEMONÓW! -
Kolejny rozdział
TRASA PIDGEY'ów I PRZESYŁKA PROFESORA
wkrótce